wtorek, 2 lutego 2016

"Zaczynać od nowa" - Dodatkowy rozdział


4 miesiące później
~Violetta~
-Co powiesz na wyjazd do Stanów? - Pyta mnie przeglądając oferty wakacyjne w laptopie.
Często wpada, oglądamy razem filmy i rozmawiamy do późnych godzin. Jestem mu wdzięczna za to że przy mnie jest.
-Chcę wyjechać w jakieś spokojne miejsce. - Marudzę
-Ty stale pragniesz samych spokojnych miejsc. Chcę cię tam zabrać po to, żebyś się trochę rozerwała.
-Nie potrzebuję rozrywki.
-Owszem potrzebujesz.
-Ethan pojedźmy może do Afryki pozwiedzać.
-Nie będziemy nic zwiedzać, będziemy się bawić w USA.
-Zwiedzanie to też super zabawa. - Stwierdzam.
-Ty mówisz na serio? - Patrzy na mnie z nadzieją że żartuję.
-Tak. Nie chce imprezować. Dobrze wiesz że się do tego nie nadaję.
-Okej... pozwiedzamy, ale Miami, San Francisco, Oklahomę, Denver i wiele innych... - Wymienia i uśmiecha się zwycięsko za co uderzam go poduszką którą mam pod ręką.

czwartek, 24 grudnia 2015

Epilog + propozycja




~Violetta~
Przedstawię wam kilka chwil w moim życiu które wiele dla mnie znaczą. Zostawiam je tutaj. Teraz wszystko jest inne. Nigdy nie pomyślałabym, że jedna osoba może być naprawdę wszystkim dla drugiej. Ale przekonałam się o tym na własnej skórze.
Zapraszam do moich wspomnień...

-Ludmiła na lewo, Francesca na prawo, ja i Federico was osłaniamy, musimy jakoś pozbyć się tych ochroniarzy. Leon i Violetta, wy zajmijcie się naszym celem. - Zarządza Diego.
Jesteśmy na jednej z akcji, w której musimy zabić bogatego faceta którego Avan nienawidzi. Napadliśmy go kiedy był w magazynie i okazało się że ma sporą ochronę.
Rozchodzimy się według planu i chowamy za jakąś półką.
Zauważamy że ten mężczyzna wyciągnął pistolet.
-Jaki biznesmen nosi na co dzień broń przy sobie? - Pyta Leon naładowując swój rewolwer..
-Właśnie taki. - Odpowiadam i strzelam w jego kierunku, pudłuję.
Kiedy Leon strzela tamten robi unik. Jak on to zrobił?
-Niezły jest. - Komentuję.
-Musimy zmienić miejsce. Widzisz tamte kartony? - Wskazuje na ogromne pudła. Kiwam głową.
-Na mój znak biegnij tam.
-Nie wiem czy... - Nie zdążam dokończyć bo słyszę jak mówi „Teraz”.
Biegnę ile sił w nogach żeby zdążyć przed panicznymi i bezmyślnymi strzałami wroga.
Chowam się za jednym z ogromnych kartonów. Nagle ogarnia mnie panika bo nie ma przy mnie Leona. Postanawiam działać na własną rękę i strzelam do mężczyzny, nie wierze w to co widzę ale trafiłam... Co ja zrobiłam? Zabiłam człowieka. Uczestniczyłam w tylu akcjach, ale w żadnej nie zabijałam... a teraz? Czuję się jak coś we mnie pęka, to sumienie. Teraz będzie mnie męczyło do końca życia. On nie zasługiwał na śmierć... Moje przemyślenia przerywa Leon który pojawia się obok mnie.
-Pieprzony, trafił mnie. - Mówi uginając się z bólu.
-Trafił?! - Ogarnia mnie przerażenie.
-Spokojnie strzelił w kamizelkę, zaraz ból minie. - Oznajmia siadając i zdejmuje wcześniej wspomniane zabezpieczenie. -Bierz broń i sprawdź co się dzieje. - Wskazuje na leżący przed nami pistolet.
-Nie zostawię cię.
-Wyjrzyj, tylko ostrożnie. - Nakazał.
Sprawdziam czy broń jest naładowana i wychyliłam się lekko. Szybko rozejrzałam się po magazynie. Widziałam naszych którzy z łatwością załatwiali ochroniarzy, jednego po drugim. Wróciłam do Leona.
-Wszystko idzie zgodnie z planem. Wciąż boli? - Zapytałam. Naprawdę się bałam o niego.
-Nie, już lepiej. - Odpowiedział wstając.
-Zabiłam tego faceta. Rozumiesz to? Zabiłam człowieka. - Oznajmiłam zrozpaczona.
-Widziałem. Nie powiem że jestem z ciebie dumny, ale każdy z nas przez to przechodził. - Próbował mnie pocieszyć. Mimo że nie byliśmy ze sobą, to wspieraliśmy się. Minęły wtedy 2 miesiące. 2 miesiące wytrzymaliśmy w przyjaźni. Ciężko było ale jakoś się udawało.

niedziela, 22 listopada 2015

Capitulo 31 "Wątpisz we mnie?"

Miłej lektury!
Przeczytajcie proszę notkę! 


  ~Violetta~
-Koniec? - Jest wyraźnie zdezorientowany.
-Tak
-Nie rób tego.
-Zrobię. Nie jesteś tym, w którym się zakochałam. Jestem tego pewna bardziej niż kiedykolwiek.
-Nie liczy się to że cię kocham?
-Jaka to miłość?
-Daj mi jeszcze jedną szansę.
-I co zrobisz? Wyciągniesz mnie stąd? Nie. Wciąż będziesz patrzył jak cierpię i nic nie zrobisz. Poza tym robię ci też przysługę. To już koniec.
-Jaką przysługę? - Zdziwił się.
-Nieważne.
-Zrywając ze mną dajesz możliwość działania Avanowi.
-Proszę wyjdź już.
-Violetta...
-Wyjdź. - Powtarzam.
-Chcę tylko żebyś wiedziała że powiedziałem twojemu tacie że wyjechałaś na dłuższy czas na wycieczkę organizowaną przez uczelnię, a w szkole dałem podrobione zwolnienie lekarskie na również dłuższy czas.
-Co zrobiłeś?! - Pytam wściekła.
Leon wychodzi.
Wreszcie mam za sobą zerwanie. W sumie czuję nawet ulgę. Uwolniłam się od tego człowieka. Teraz muszę się jeszcze uwolnić od Avana... Ale jak mógł tak wszystkich okłamać, wszyscy myślą że ze mną jest wszystko okej...
Przytłoczona emocjami wychodzę z pokoju i idę do miejsca zgromadzeń czyli innego ogromnego pokoju. Siadam na kanapie. Ktoś siada koło mnie. Ściąga maskę. To Ludmiła.
-Co się stało? - Pyta zmartwiona.
-Zerwałam z nim.
-Z Leonem?
-Tak. Nawet nie wiesz jak mi ulżyło.
-W sumie to nie dziwię ci się. Też bym tak zrobiła.
-Ludmiła co teraz będzie?
-Musimy czekać. Kiedy Avan wyda jakąś konkretną decyzję to będziemy działać.
Do pomieszczenia wchodzi właśnie Avan.
-Zbierajcie się, zaraz macie trening. - Mówi do wszystkich tu obecnych. -Violetta, ty wracaj do swojego pokoju. - Zwraca się do mnie. Nie musi mi mówić co mam robić, ugh. Wykonuję to co nakazał.

~*~
Po kilku godzinach siedzenia i bezsensownego myślenia Avan przyszedł do mnie.
-Masz 10 minut na rozmowę z ojcem. Nie może nic podejrzewać, będę słuchał twojej rozmowy. - Oznajmia. Jak mam udawać że jestem na wyjeździe? Podaje mi telefon. Wpisuję numer z pamięci i dzwonię, po 2 sygnałach tata odbiera. Mówię mu pod presją że jestem w drodze do Afryki wraz z uczniami uczelni i żeby się nie martwił. Kiedy rozłączam się Avan zabiera telefon.
-A teraz mam dla ciebie propozycje. - Zaczyna. Patrzę na niego zdziwiona. -Nic nie zrobię twojemu tacie jeśli... - Przerywa.
-Jeśli co?
-Dołączysz do moich podwładnych. - Dokańcza a ja zamieram. Postępuje ze mną tak samo jak z Leonem.
-Nie ma innego wyjścia?
-Nie skarbie. Przeczuwam że będziesz wspaniała w roli mojej towarzyszki.
-Ale ja nie chce zabijać ludzi.
-To tylko w sytuacjach wyjątkowych. Ogółem mam inne osoby od typowego zabijania.
-Nie zgadzam się.
-W takim razie nie zobaczysz już tatusia, straciłem cierpliwość, to zwlekanie jest zupełnie nie potrzebne. - No i co mam zrobić?

niedziela, 25 października 2015

Capitulo 30 "Skoro ty mi nie pomożesz to sama sobie poradzę"

 Miłego czytania życzę!


 ~Violetta~
Podchodzi do mnie.
-Widzisz Leon cię zostawił, teraz mam cię do własnej dyspozycji. - Mówi delikatnym tonem głosu.
-Celowo kazałeś mu mnie tu zabrać, po to żebym wszystkiego się dowiedziała właśnie od niego.
-Może.
-Nawet nie się nie zbliżaj. - Ostrzegłam a on popchnął mnie tak że oparłam się o ścianę.
-Oj Violu Violu, nie próbuj sprzeciwiać mi się. - Ujmuje moją twarz w dłonie i patrzy mi prosto w oczy. Ma hipnotyzujący wzrok. Nie mogę oderwać od niego wzroku. Co chce ze mną zrobić? Próbuję się wyrwać ale bez skutku. On zbliża się do pocałunku. Odwracam głowę a on na siłę przekręca ją w swoją stronę. Dzielą nas milimetry kiedy nagle słychać dźwięk alarmu. Avan puszcza mnie i odsuwa się. Odetchnęłam z ulgą.
-Włączył się alarm przeciwpożarowy. Chodź. - Bierze mnie za rękę, wychodzimy z pomieszczenia. Na korytarzu wszyscy biegają i próbują dowiedzieć się o co chodzi. Podchodzi do nas jakiś facet.
-Co się dzieje? - Pyta Avan.
-Fałszywy alarm. Albo nastąpiła awaria albo ktoś sobie zażartował. - Wyjaśnia.
-Zaraz to wyjaśnię. Zwołaj zebranie. - Rozkazał zdenerwowany Avan
-Nie jestem pewien czy wszyscy są...
-Nie obchodzi mnie to. Mają być wszyscy.
Odchodzimy zostawiając zakłopotanego faceta i mgnieniu oka Avan pociągnął mnie za sobą do „głównego” pomieszczenia. -Teraz będziesz miała szansę poznać resztę moich podwładnych. - Zwraca się do mnie tajemniczo. Co to ma znaczyć?
W ogromnym pokoju jest już kilka zamaskowanych... Muszą je cały czas nosić? Pewnie w mojej obecności tak.
Czuję jak ktoś chwyta mnie za nadgarstki. Widzę po jednej stronie jedną osobę a po drugiej drugą. Żebym jeszcze wiedziała kto jest kim. Po kilkunastu minutach są chyba wszyscy bo Avan zaczyna mówić.
-Kto miał czelność zabawić się alarmem? - Pyta ostro. Następuje cisza. -Każe was przeszukać jeśli nikt się nie przyzna... - Ciągle cisza. -Ty, ty i ty. - Wskazuje na trzy osoby. -Podejdźcie. - Wykonują polecenie. -Ściągać maski.
Zamieram. To Ludmiła, Federico i Diego. Oni też. Nie mogę uwierzyć... Czuję jak miękną mi nogi, po chwili obraz się rozmazuje i ciemność...

~*~
Otwieram oczy, boli mnie głowa. Ktoś mnie niesie. Patrzę na tą osobę... Leon.
-Co się stało? - Pytam zagubiona.
-Zemdlałaś.
-Gdzie mnie niesiesz? Zostaw mnie! - Próbuję się wyrwać.
-Tam skąd cię zabrał Avan. To teraz twój pokój.
-Nie chcę tam wracać, proszę pomóż mi.
-Jak widzisz staram się jak mogę. - Mówi a ja nie wiem o co chodzi, po chwili dostaję olśnienia.
-Ten alarm to twoja sprawka?
-Oczywiście że moja. Myślisz że pozwoliłbym na to żeby coś ci zrobił? Przecież wiesz jaki jestem. - Wyjaśnił.
Nie wiem co odpowiedzieć.
-Postaw mnie, już mogę iść. - Wykonuje moje polecenie. -Czyli udawałeś że niby nie przejmujesz się tym tak bardzo?
-Tak. Tutaj trzeba być dyskretnym najbardziej jak się da.
-Mam ci dziękować?
-W pewnym sensie tak.
-Nie zrobię tego. Nawet nie próbujesz mnie stąd wyciągnąć. Widzisz jak cierpię i nic nie robisz.
Weszliśmy do „mojego pokoju”.
-Nawet nie wiesz jak bardzo cię nienawidzę. - Wyznaję mu prosto w twarz. Patrzę na niego, widzę mojego Leona. Tego w którym się zakochałam, w mojej głowie od razu migają nasze wspólne wspomnienia. Nie wierzę że wszystko legło w gruzach. Nigdy nie przypuszczałam że coś takiego się wydarzy.
-Hej, rozumiem co czujesz ale na razie musisz wytrzymać. Przetrwamy to razem. - Odpowiada. Kładzie dłoń na moim policzku, wtulam twarz w jego rękę i chłonę dotyk, przymykam oczy, czuję spokój. Ale nagle orientuję się co robię i szybko odsuwam od niego.
-Nie dotykaj mnie. - Odpowiadam wściekle. -Przesuń się. - Popycham go w bok, otwieram drzwi i wychodzę na korytarz. Na szczęście nikogo nie ma. Idę szybkim krokiem przed siebie, muszę znaleźć wyjście.
-Co ty wyprawiasz? - Leon dogonił mnie.
-Skoro ty mi nie pomożesz to sama sobie poradzę. - Mówię i wciąż idę. Złapał mnie za rękę i zatrzymał.
-Po czyjej stronie jesteś? Jak możesz mnie teraz zatrzymywać? Może jeszcze zaprowadzisz mnie tam z powrotem? Zamkniesz jak zwierze w klatce i nie wypuścisz dopóki Avan tak nie rozkaże? - Zaraz mu coś zrobię jestem ku kresu wytrzymałości.
-Nie zamierzam cię zatrzymywać... - Nie dokończył. Odwrócił się, szybko pociągnął mnie w jakiś zakątek i zasłonił swoim ciałem. Ktoś przechodzi tam, gdzie niedawno staliśmy. Kiedy odchodzi Leon wcale się nie odsuwa. Bliskość między nami jest zbyt kusząca, likwiduję ją całując go zachłannie. Brakowało mi tego. Sama już nie wiem co z nami zrobić. Mam tutaj taką huśtawkę nastroi.
Odrywamy się od siebie. Szybko zaciąga mnie z powrotem do mojego pokoju.
-Proszę cię zostań tu. Jeśli ktoś by cię nakrył że chcesz uciec to byś już nie żyła. - Ostrzega zmartwiony.
-To jakieś wariatkowo. I ty jesteś jednym z nich. Odejdź stąd, ucieknij razem ze mną. - Mówię i zaczynam płakać. Znów zapora pękła.
-Nie damy rady. Poza tym nie zdołalibyśmy się ukryć. Oni znajdą nas wszędzie... Usiądź.
-Nawet nie mam gdzie usiąść. - Rozpaczam i siadam na podłodze, Leon siada koło mnie.Kładę mu głowę na ramieniu.
-To się skończy, będziesz mogła stąd normalnie wyjść. Żebym jeszcze wiedział co Avan chce ci zrobić... Musimy czekać.
-Dlaczego mnie stąd jakoś nie zabierzesz? - Pytam po raz kolejny.
-Tu jest za dużo ochrony. Są dosłownie przy każdym wyjściu z budynku.
-Czyli musimy tu siedzieć.
-Tak, musimy.
Wykończona wszystkim po kilkunastu minutach ciszy zasypiam przy nim.

~*~
Budzą mnie rozmowy na zewnątrz. Otwieram oczy, Leon wciąż siedzi przy mnie.
-Zaraz Avan tu wejdzie. - Informuje. I jak na zawołanie wchodzi. Wstajemy.
-Leon? Wciąż tu jesteś? Czas odwiedzin się skończył. Wyjdź. - Rozkazuje.
Mój jeszcze chłopak całuje mnie w policzek i szepcze do ucha że jutro przyjdzie.
-Spróbuj ją tknąć a nie ręczę za siebie. - Grozi wychodząc. Avan zdumiony unosi brwi do góry a jego twarz przyjmuje wyraz niedowierzania.
Znów zostaję z nim sam na sam.
-Twój chłoptaś będzie się buntował... Już lepiej czujesz się po zemdleniu?
-Gorzej być nie może. - Odpowiadam a on podśmiewa się. Podchodzi bliżej.
-Mam nad tobą przewagę. Nie próbuj żeby stało się na odwrót, bo to ci się nie uda. - Bierze kosmyk moich włosów i zaczyna się nim bawić. Milczę. -Nie bój się, nic ci nie zrobię. Słyszałaś groźbę Leona? Jest teraz dla mnie problemem. Jak to ujął, nie mogę cię tknąć. Jeśli to uczynię nie wiem co on zrobi. Nie mogę ryzykować. Zastanawiasz się pewnie co zamierzam z tobą zrobić. Otóż chciałem zrobić coś twojemu ojcu, ale doszedłem do wniosku że wystarczająco się pomęczy jeśli nie zobaczy cię przez długi czas.
Kto by pomyślał że Leon tak na niego wpłynie.
-Długi? - Jestem przerażona.
-Bardzo długi. - Widzę zadowolenie w jego oczach.
-Czyli będę twoją niewolnicą?
-Można tak to ująć. Przeniesiesz się do normalnego pokoju z odpowiednim wyposażeniem i będziesz mogła swobodnie chodzić po tym budynku. - Wyjaśnił. Nie wiem co lepsze, zostać tu i zginąć z rozpaczy czy zostać z nim na „długi czas”.
-A co jeśli się nie zgodzę?
-Verdas opowiadał ci co robię z biznesmenami? Nie zobaczysz już nigdy swojego tatusia. Uwierz mi, zadbam o to. - To koniec. Moje życie zamieniło się w piekło.
-Jak zostanę tutaj nie będę mogła z nikim się spotykać prócz ciebie?
-Owszem. Będzie moja, a Leona się pozbędziemy. No chyba że z nim zerwiesz i każesz o tobie zapomnieć. Wydaje mi się że posłucha i odpuści.
Już dawno chciałam zerwać z Leonem, ale myśl że mam teraz być z Avanem przyprawia mnie o dreszcze.
-Wolę umrzeć niż być twoja.
-Nie sprzeciwiaj mi się bo to nic nie da. Za chwilę przyjdą po ciebie i zabiorą do nowego pokoju. Do zobaczenia piękna. - Żegna się, puszcza oczko i wychodzi.
Co mam zrobić?
Do pomieszczenia wchodzi Ludmiła. Tego jeszcze brakowało.
-Vilu...
-Wyjdź stąd. - Mówię zrezygnowana.
-Chcę żebyś wiedziała że ja również starałam się cię chronić.
-Wszyscy jesteście przeciwko mnie. Siedzę tu i nawet nie pomyślicie jak mnie stąd wyciągnąć.
-Chodź, muszę cię zaprowadzić wiesz gdzie.
-Nawet nie próbuj, zostaję tutaj.
-Nie bój się. Chodź, a resztą zajmę się ja.
-Co zrobisz? Może pomożesz jeszcze Avanowi?
-Nie zmuszaj mnie do użycia siły.
-To używaj siły bo ja nie wychodzę.
Złapała mnie za rękę i chciała pociągnąć do drzwi lecz ja opierałam się. Sprytnym ruchem uniosła mnie do góry i przerzuciła przez ramię. Aż tak lekka jestem? A może ona silna.

~Następnego dnia~
Nie przespałam nocy, mimo że mam tu wygodne łóżko i naprawdę piękny wystrój, to nie wystarcza bym poczuła się lepiej. Czekam aż coś się zadzieje bo aktualnie panuje cisza od samego rana.
Ktoś puka a następnie wchodzi. O proszę... to Leon.
-Cześć, przeniósł cię tutaj?
-Zostanę tu już na zawsze.
-Jak to?
-Tak to. Znów mnie zostawiłeś.
-Nie spałem w nocy. Tak się martwiłem.
-Objąłeś mnie ochroną grożąc Avanowi. Nic mi nie zrobił. - Oznajmiam.
-Chociaż o tyle dobrze. - Chce podejść bliżej ale zatrzymuję go gestem ręki.
-Z nami koniec.

~~~~~~~~~~
Witam!
Dziś będzie krótka notka.
Mam nadzieję że podobał Wam się rozdział. W kolejnym trochę wyjaśnień z przeszłości i coś tam jeszcze wymyślę. 
Dziękuję za komentarze pod poprzednim ♥
Teraz czekam na opinie co do tego!
Pozdrawiam i kocham <3

niedziela, 4 października 2015

Capitulo 29 "Jesteś po ich stronie"

 Miłego czytania życzę!  


~Violetta~
Budzę się, chyba dali mi jakiś środek odurzający. Czuję jakbym się po prostu obudziła ze snu. Jestem w jakimś pokoju, sama. Przerażenie wzrasta. Drzwi otwierają się, do środka wchodzi jakiś facet.
-Obudziła się królewna? - Pyta podchodząc do mnie. Odsuwam się pod ścianę.
-Kim jesteś? - Głos mi drży.
-Avan Hewitt. Miło mi cię w końcu osobiście poznać. - Uśmiechnął się.
-To ty mnie tu zabrałeś?
-Ja kazałem cię tu zabrać.
-Komu?
-Dowiesz się wkrótce.
-Czemu tu jestem?
-Wszystko w swoim czasie. - Mówi. Do pomieszczenia wchodzą dwie osoby... O nie... te maski. Te same w których kiedyś mnie napadli. -Zabierzcie ją do pokoju nr 5. - Wydaje rozkaz, podchodzą do mnie. Z zawrotną prędkością wstaję i udaje mi się ich wyminąć, pobiegłam do drzwi ale zanim je otworzyłam zostałam złapana. Mocno trzymając mnie zaprowadzili do tamtego pokoju. Wręcz rzucili mną o podłogę a następnie związali ręce i nogi jakąś mocną linką i wyszli. Jestem zmieszana tym co się dzieje. Co teraz ze mną będzie? Co z Leonem?
Przesiedziałam tak może z godzinę, nie wiem, nie ma tu zegarka, to zupełnie puste pomieszczenie z jednym małym okienkiem. W końcu drzwi otwierają się i ktoś wchodzi. Znów dwójka zamaskowanych ludzi. Biorą mnie i wyprowadzają. Po chwili znajduję się w jakimś jakby salonie. Na środku stoi Avan a wokół mnóstwo „zamaskowanych”. To jakaś jego armia?
-Witaj ponownie Violetto. Poznaj moich podwładnych wspólników. - Wskazał na wszystkich.
-Czego ode mnie chcecie? - Pytam zrozpaczona.
-Jeśli bym ci powiedział teraz to zabawa szybciej by się zakończyła.
Podchodzi do mnie.
-A czegoś takiego nie lubię. Chyba nie chciałabyś mnie rozgniewać. - Mówi bardzo blisko patrząc mi w oczy.
-Nie zbliżaj się do mnie. - Warknęłam i odsunęłam się błyskawicznie.
-Nie tym tonem moja droga. Ty... - Wskazał na jednego z zamaskowanych. -Zabierz ją... wiesz gdzie. - Rozkazuje tajemniczo a ten skinął głową i podchodzi do mnie, wycofuję się.
-Nawet mnie nie dotykaj. - Ostrzegłam. Widzę że jest ostrożny. Spokojnie podchodzi do mnie, udziela mi się jego spokój, mimo że ma maskę zaczynam przyglądać mu się, chwila nieuwagi i szybko, sprytnie łapie mnie. Wyrywam się, lecz na próżno. Ciągnie mnie w stronę drzwi. Zaczynam krzyczeć może ktoś się zlituje.
-Violetta to ja. - Szepcze mi do ucha, a z mojego ciała odpływa krew. Milknę natychmiast i odwracam się do niego. Nic nie dodając wyprowadza mnie z pomieszczenia. Idziemy przez korytarz.
-Co to ma znaczyć? Wyjaśnisz mi do cholery?! - Znów krzyknęłam.
-Uspokój się wreszcie, tylko pogarszasz sprawę.
-Mam się uspokoić? Gdzie mnie zabierasz? Czemu to robisz? Myślałam że mnie uratujesz.
-Jak zwykle zasypujesz mnie pytaniami. Bądź cierpliwa.
-Oni może chcą mnie zabić a ja mam być cierpliwa tak? - Zaraz go rozszarpie.
-Myślisz że pozwoliłbym cię zabić?
-Nie wiem, jesteś po ich stronie.
-Jestem po ich i po twojej stronie skarbie.
-Masz czelność jeszcze tak do mnie mówić? I zdejmij tą przerażającą maskę. - Mówię i ściągam mu ją z twarzy, mam przyjemność znów widzieć idealną, zdradziecką buźkę.
-To tutaj. - Zatrzymujemy się przed jakimiś drzwiami, otwiera je i wpycha mnie do środka, później rozgląda się, również wchodzi i zamyka drzwi. Jesteśmy sami.
-Jak mogłeś mi to zrobić? - Pytam bliska płaczu.
-Daj mi wszystko wytłumaczyć.
-Cała twoja miłość do mnie była fałszywa prawda?
-Oczywiście że nie. Zakochałem się w tobie przed tym wszystkim.
-To dlaczego?
-Avan jest bardzo mściwy. Dołączyłem do jego wspólników ponieważ groził że zabije mojego ojca.
-Czemu chciał to zrobić?
-Kiedy był mały przez jednego biznesmena jego rodzina straciła wszystko, uznanie publiczne, pieniądze, dach nad głową, wylądował z matką i bratem na ulicy. W końcu poznał faceta który go uratował ale było za późno na ratunek członków jego rodziny. Teraz mści się za ich stratę na wszystkich biznesmenach, głównie założycielach firm ponieważ myśli że są tacy sami, bez serca. - Opowiada.
-To naprawdę przykre co go spotkało ale nie może tak się mścić. Nie wszyscy są tacy sami.
-Trafił w końcu na mojego ojca, lecz zaczął ode mnie. Miałem być szantażem, jeśli odda mu firmę to on odda mnie. Ale w ostatniej chwili rozmyślił się i powiedział że nic nie zrobi mojemu tacie jeśli dołączę do niego.
-I zgodziłeś się.
-Nie miałem wyjścia.
-Ale to co teraz robisz ludziom...
-Wiem, jest okropne, ale ma na mnie haczyk, nic nie poradzę, muszę to robić. Do tej pory starałem się chronić cię od tego wszystkiego, ale w końcu nie udało mi się.
-Co on mi zrobi? - Zadaję kluczowe pytanie.
-Nie wiem, ale wiem że szykuje się na twojego tatę.
-Nie mogę na to pozwolić. Boję się Leon. - W końcu zapora pęka i zaczynam płakać.
-Nie kochanie, tylko nie to, wszystko będzie dobrze, wyciągnę cię stąd jakoś. - Mówi i przytula mnie. Mimo że go teraz nienawidzę to wtulam się. Jednak wiem że to nie ten sam Leon. To okrutny zimny człowiek który krzywdzi ludzi i w dodatku wykonuje rozkazy Avana dotyczące mnie. Co będzie kolejne?
-Muszę już iść.
-Avan zaraz tu przyjdzie. - Jestem przerażona.
-Możliwe. Ale pamiętaj nie daj mu się dotknąć, jeśli coś ci zrobi, powiedz mi. Wciąż jesteś moja tak? - Pyta.
-Tak. - Odpowiadam niepewnie, a on posyła pocieszający, rozgrzewający uśmiech i wychodzi.
Idiotko po co to powiedziałaś, powinnaś z nim od razu zerwać. On mnie oszukiwał. A teraz tak po prostu zostawił "na pożarcie" Avanowi. Zmęczona tym wszystkim usiadłam na podłodze.
Nagle drzwi otwierają się. Do środka wchodzi Avan.
~~~~~~~~~~~~~~
Witam cześć i czołem!
Po miesiącu wróciły mi siły i napisałam rozdział! Cieszę się bo już myślałam że nie dam rady ale udało się
W tym rozdziale trochę wyjaśnień ^^ Krótki ale no tak wyszło ;/
W kolejnym zobaczymy co będzie.
Mam nadzieję że ktoś tu został jeszcze...
Jeśli jesteście to komentujcie skarbeczki moje ;*
Tymczasem ja kończę tę notkę
Czekam na opinie <3
Pozdrawiam i kocham bardzo bardzo ♥♥
Klaudia xx

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Capitulo 28 "Ktoś jest w mieszkaniu"


Miłego czytania życzę! ♥



~Violetta~
Od kogo to? Na pewno od Leona. Tylko on mógł tu wcześniej wejść. Co znów wykombinował? Popatrzyłam na zegarek, 18:30 mam pół godziny na wyszykowanie się. Dam radę. Kiedy byłam już gotowa mój ukochany wrócił z firmy. Celowo będzie udawał że nic się nie dzieje... podchwytliwie wypytam o to.
-Co będziesz dziś robił? - Zapytałam słodko.
-Jeszcze nie wiem. Pewnie spędzał czas z tobą. A co? - Zdziwił się.
-Nie wybierasz się zaraz gdzieś?
-Nie... ale widzę że ty tak. - Powiedział przyglądając mi się.
-Och skończ już z tym.
-Z czym?
-Wiem że to ty napisałeś ten liścik.
-Jaki liścik? - Jest świetnym aktorem.
-Leon przestań. Przyznaj się a nie teatrzyk odstawiasz.
-Violetta naprawdę nie wiem o co ci chodzi. - O nie... serio jest poważny.
-Jak to? W salonie znalazłam kartkę...
-Kartkę? Pokaż mi ją. - Podałam mu tajemniczy papier. Zaczął oglądać.
-Myślałam że to od ciebie.
-Nie. Nie wiem kto to i o co mu chodzi.
-Pójdę sprawdzić.
-No chyba sobie żartujesz. Nigdzie nie idziesz, nie pozwolę narazić ci się na takie niebezpieczeństwo.
-To chodź ze mną, ukryjesz się gdzieś. - Zaproponowałam.
-Nie. Ty zostajesz, ja pójdę za ciebie. - Zarządza.
-Ale ja chciałam iść. - Odpowiadam lekko zła. Przecież poradzę sobie.
-Nie obchodzi mnie to. Zostań tu. - Mówi i wychodzi z mieszkania zostawiając mnie zdezorientowaną. Poszłabym za nim ale czuję jakąś blokadę, boję się co tam zobaczę. Lepiej poczekam.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Capitulo 27 "Puka się, wiesz?"

Miłego czytania życzę! ♥ 


~Violetta~
Dziś po raz kolejny udaliśmy się na stok. Moja zawodowa jazda trochę uległa zmianie, oczywiście na lepsze. Kazałam Leonowi samemu pojeździć bo chcę żeby też czerpał z tego korzyści a nie tylko ze mną się użerał.
Zrobiłam sobie przerwę i obserwuję jak jeździ na desce na zaawansowanej trasie. Jest naprawdę niezły. Zdaję sobie sprawę że zapatrzyłam się w niego. Ponownie zaczynam swoją jazdę. Moją uwagę przykuwa Diego który stoi koło jednego z drzew, w zupełnie innym miejscu dostrzegam Federico wyglądają jakby potajemnie obserwowali teren. O co tu chodzi? Leon podjeżdża do mnie.
-I jak ci idzie? - Pyta.
-Może być. Co Diego i Federico robią?
-Nie wiem. Pewnie wymyślili coś głupiego. Nie zwracaj na nich uwagi. - Mówi. Wiem że wiesz o co chodzi Verdas. Co ukrywasz? Zadaję pytanie w głowie, ale nie odważam się wypowiedzieć tego na głos.
-Wracajmy do domu. - Proponuję, chcę sprawdzić czy tamci też pójdą.
-Skoro chcesz.
Tak też uczyniliśmy. Bacznie obserwowałam Federico i Diego którzy kiedy zobaczyli że wychodzimy ruszyli za nami. Oni naprawdę nas pilnują. Przestaję czerpać z tego wyjazdu przyjemności, zaczynam się bać co się tu dzieje.
-Kiedy wracamy do Argentyny?
-Za kilka dni, a przynajmniej takie były plany. A co? Chcesz już wrócić? Myślałem że podoba ci się tu.